banner
 Start   Aktualności   Dokumenty
 Brzask
 Galeria
 Świat
 Historia
 Forum
 Kontakt
 Linki 

Gorzkie prawdy o Wrześniu 1939

Doświadczenia historyczne mogą być dla nas drogowskazem, mogą pomagać nam, uczyć i podpowiadać, jak skutecznie rozwiązywać problemy współczesności. Ale czy drogowskazem może być dla kogokolwiek produkt fałszowania historii?! Tak zwana „polityka historyczna”, prowadzona przez partie prawicowe, zawiera w sobie zideologizowane i ahistoryczne spojrzenie na naszą przeszłość.

Znakomitym tego przykładem są działania reakcyjnych historyków w rodzaju prof. Szaniawskiego (gloryfikującego zdradzieckiego Ryszarda Kuklińskiego i zajmującego się niegdyś współpracą z dezinformującym Radiem Wolna Europa), czy prof. Paczkowskiego. Swoje trzy grosze dokłada oczywiście IPN, a pomaga mu w tym rzekomo lewicowy profesor historii Tomasz Nałęcz, który w oszczerczy sposób krytykuje Polskę Ludową. Również prywatne, elektroniczne środki masowego przekazu (TVN24, Polsat itp.) nie pozostają w tyle za antykomunistyczną hucpą.

Obecnie za sprawą „dyżurnych” historyków odżyły wydarzenia z lat międzywojennych i II Wojny Światowej, zdominowane przez obchody jubileuszowe: odzyskania niepodległości, bitwy warszawskiej 1920 roku, powstania warszawskiego oraz walk Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie.

Ale kiedy właściwie rozpoczęła się II Wojna Światowa?

1 Września 1939 roku – odpowiedzą Polacy, Niemcy oraz Słowacy. Ale przecież co trzeci obywatel państw wojujących był Chińczykiem (500 mln), lub Japończykiem (80 mln). Dla nich wojna rozpoczęła się już 7 lipca 1937 i trwała do 2 września 1945 r.

Dla Francuzów i Anglików wojna rozpoczęła się o trzy dni później niż dla nas. W kwietniu 1940 roku wojna zawitała do Duńczyków i Norwegów, a w maju do Belgów, Holendrów i Włochów. W kwietniu 1941 roku do Greków oraz narodów Jugosławii. 17 Września 1939, kiedy państwo polskie faktycznie już nie istniało, na wschodnie treny Polski wkroczyła Armia Czerwona, dla obrony ludności białoruskiej i ukraińskiej, a także przyłączenia Zachodniej Białorusi i Ukrainy, do republik: Białoruskiej oraz Ukraińskiej. Dla Związku Radzieckiego wojna wybuchła 22 czerwca 1941 wraz z napadem wojsk hitlerowskich, a dla USA rozpoczęła się w grudniu 1941 roku napaścią Japonii na Pearl Harbour oraz wypowiedzeniem wojny Stanom Zjednoczonym przez Niemcy.

Ostatnio pojawiły się jeszcze inne propozycje ustalenia daty początkowej wybuchu II wojny Światowej. Instytut Gaucka (niemiecki odpowiednik IPN), głosi hasło, iż wojna rozpoczęła się 23 sierpnia 1939, w dniu podpisania paktu Ribbentrop – Mołotow.

Trudno się dziwić, że Niemcy chcą podzielić się z kimś ciężarem odpowiedzialności za potworności tej wojny. Związek Radziecki to z pozoru świetny kozioł ofiarny,gdyż zdaniem antykomunistów, tajny pakt z 1939 o podziale sfer wpływów rzuca cień na późniejsze krwawo wywalczone zwycięstwo ZSRR. Autorzy niemieckiego apelu wspierają teorię dwóch wrogów wyznawaną przez emigracyjny rząd w Londynie oraz cieszącą się poparciem części społeczeństwa polskiego. Podczas wojny owa koncepcja spowodowała polityczną izolację Polski w ramach koalicji antyhitlerowskiej. Dzisiaj teoria ta triumfuje w oficjalnej propagandzie – „polityce historycznej”. Jednak szanse na trwałe zaistnienie w masowej świadomości i potwierdzenie przez fakty, teoria ta ma również niewielkie dziś jak i przed 70 laty.

Podczas wojny, zachodni alianci odrzucali ją, dlatego, iż bez ZSRR nie byli w stanie pokonać Hitlera. Dlatego propagandowa utarczka polsko-rosyjska o genezę wybuchu II wojny światowej nie budzi politycznych emocji w świecie zachodnim. Nawet mediów nie zajmuje. Z wyjątkiem polskich. Poważni politycy nie mają zamiaru wszczynać sporu z Rosją o zaszłości historyczne. W poważnej polityce liczą się bowiem sprawy aktualne, a nie historyczne. Ponadto zimna wojna już się zakończyła, dzisiejsza Rosja to nie Związek Radziecki, nie budzi już strachu w kapitalistycznym świecie. Malo tego! W wielu kwestiach jest dla Zachodu pożądanym sprzymierzeńcem.

Natomiast w polskich ośrodkach decyzyjnych, pełne tragedii i chwały dni września 1939 roku., nie doczekały się jednoznacznej oceny. Badania nad genezą i przyczynami klęski wrześniowej jakby się zatrzymały. Merytorycznie przyczyny biernej postawy „sojuszników” oraz agresji najsilniejszego sąsiada, nie zostały do końca wyjaśnione, zasługi dowódców w walkach z Niemcami nie w pełni ustalone, a zamiary pociągnięcia winnych zaniedbań do odpowiedzialności politycznej – zaniechane.

Ciekawą próbą było wydanie w 50. rocznicę wybuchu II Wojny Światowej wspomnień (w tym 29 relacji: Naczelnego Wodza, szefa Sztabu Głównego i jego zastępców, dowódców: lotnictwa, marynarki wojennej, frontu, czterech dowódców armii, ośmiu dowódców grup operacyjnych oraz dywizji, siedmiu szefów sztabów oraz szefów oddziałów operacyjnych armii i grup operacyjnych), które w pięciu odcinkach przedstawił generał Izydor Modelski – przewodniczący komisji do spraw zbadania przyczyn klęski wrześniowej, przy Naczelnym Wodzu w Londynie – w „Zeszytach historycznych” Kultury Paryskiej.

Generał Modelski potwierdza, iż polityka zdominowała działalność Józefa Piłsudskiego oraz Edwarda Rydza- Śmigłego ze szkodą dla armii. Apologeci owych „mężów stanu” zadbali przed wojną, po jej zakończeniu, a nawet i dziś, by w świadomości narodu przedstawić swych idoli jako ludzi wybitnych, doskonałych polityków i strategów. Pod pozorem najwyższej troski o dobro kraju, prezentują podpisane układy oraz podjęte decyzje. Nawet z faktu rządów policyjnych i wojskowych, z majowego przewrotu 1926 r., Berezy Kartuskiej, pogromu robotników w Krakowie i chłopów na Lubelszczyźnie, uczyniono cnotę.

Autorzy relacji oraz wspomnień krytycznie oceniają zaangażowanie Piłsudskiego jako ministra spraw wojskowych w tworzenie Bezpartyjnego Bloku Współpracy z Rządem (BBWR), uzurpowanie sobie przemożnego wpływu na pracę parlamentu, rządu a w szczególności na kształt polityki zagranicznej. Jest niezaprzeczalnym faktem, iż Piłsudski z wielką pasją dobierał główne postacie szczytów władzy spośród najwierniejszych sobie legionistów. Na stanowiska ministrów, wiceministrów, dyrektorów departamentów, starszych specjalistów w MSZ, ambasadorów i radców ambasad, odkomenderował w latach 1922-1935 około 200 żołnierzy zawodowych.

Ilość nie przeszła jednak w jakość. Dość powszechne są zarzuty kierowane pod adresem MSZ, za fatalnie prowadzoną przez 20 lat politykę, która utrudniała (a wręcz uniemożliwiała) organizację skutecznej obrony. Tak np. na mocy traktatu wersalskiego pozostawiono Rzeszy Niemieckiej znaczące ze strategicznego punktu widzenia rejony Śląska Opolskiego, Babimostu, Międzyrzecza, Złotowa, Piły oraz wielu innych miejscowości. Polskie MSZ nie dostrzegło w porę konsekwencji remilitaryzacji Nadrenii, nie doceniło jednostronnego wypowiedzenia klauzul wojskowych (część V) traktatu wersalskiego. Wielu autorów relacji jest jednoznacznych w ocenie planu wojny.

Sosnkowski pisze: „Odrzucono myśl o cofnięciu głównych rejonów koncentracji głęboko ku wschodowi, za Narew, Wisłę i San, z pozostawieniem na dalekim przedpolu jedynie ariergard strategicznych (…). Z ogólnej liczby zmobilizowanych wielkich jednostek: 26 dywizji piechoty, 2 brygady zmotoryzowane, 2 brygady górskie i 10 brygad kawalerii rozrzucono wzdłuż olbrzymiego łuku, na przestrzeni prawie 1600 kilometrów, przy czym oba zagięte skrzydła, przesłaniające kierunki z południa i północy były ukształtowane najsłabiej.” (Str. 222). Podczas rozmowy 25 sierpnia 1939 roku, marszałek Edward Rydz-Śmigły niechętnie słuchał uwag generała K. Sosnkowskiego związanych z planem wojny, a dane dotyczące sił nieprzyjaciela uznał za przesadzone.

Powołując się na dziesiątki relacji oraz wspomnień uczestników kampanii wrześniowej, generał Modelski uważa, iż jedną z najważniejszych przyczyn klęski był brak planu wojny i operacji, co sprawiło, że „dywizje niby perły na szyi kobiety, zostały rozproszkowanie na granicach Polski, zaś naturalna linia obrony Biebrza, Narew, Wisła do Wyszogrodu, Bzura, Pilica i Karpaty – nie została przeprowadzona nawet fragmentarycznie” (zeszyt 93, s. 119). Podobną opinię wyraził w swojej książce generał dywizji Juliusz Rómmel, w 1939 roku dowódca armii „Łódź”, a następnie „Warszawa”: „Dywizje nasze są porozrzucane na całej przestrzeni naszej zachodniej granicy, z lukami po 30-40 kilometrów. Absolutnie żadnej myśli przewodniej – oprócz jednej – być wszędzie – na wszelki wypadek. Z miejsca nasze naczelne Dowództwo ulega woli nieprzyjaciela, wszędzie podstawia słabe, niepowiązane ze sobą siły pod uderzenie niemieckie” (str. 349).

Natomiast jeden z największych wielbicieli Piłsudskiego, generał Kasprzycki (minister spraw wojskowych), wiosną 1937 roku osobiście zarządził grę wojenną. Teren: Baranowicze – Mińsk – Mołodeczno. Studium: Polski korpus pancerny (nieistniejący) w zagonie przez Stołpce na Mińsk. (Czy to nie przygrywka do wojny przeciwko ZSRR?). A czy wizyty w tymże 1937 roku wysokich dygnitarzy hitlerowskich (Goeringa, polującego z prezydentem Mościckim w Białowieży i wizyta Himlera w Warszawie, na zaproszenie Komendanta Głównego Policji Polskiej generała Kordiana Zamorskiego) były czysto kurtuazyjne.? Planu wojny z Niemcami nie było, ale plany wojny z ZSRR, były przygotowywane i udoskonalane. Czy wśród ówczesnych władz polskich nie było germanofilów, marzących o wspólnej krucjacie z hitlerowskimi Niemcami przeciwko ZSRR? Czy do takich ludzi nie zaliczał się choćby premier rządu profesor Leon Kozłowski (twórca Berezy Kartuskiej), albo niedawno zmarły profesor Uniwersytetu Warszawskiego Wieczorkiewicz, który widział już „oczyma duszy” marszałka Rydza-Śmigłego odbierającego u boku Hitlera defiladę wojsk hitlerowskich i polskich na placu Czerwonym?

Ani państwo polskie, ani armia nie były do wojny przygotowane. To prawda, iż duchem, wolą walki oraz bitnością polscy żołnierze górowali nad przeciwnikiem, ale jest też prawdą, że zmarnowano we wrześniu wiele entuzjazmu. Niektóre bataliony i dywizjony, niektóre dywizje a nawet armie (Choćby Armia Kraków) stawiały opór przez 2-5 dni. Resztę wojennego czasu spędzały w odwrocie, przemarszach, przeprawach, załadunkach i wyładunkach, które wykańczały wojsko zanim weszło do walki. Już 2 września, kiedy dowódca armii „Kraków” generał dywizji Antoni Szyling podjął decyzję o odwrocie – zawaliła się cała koncepcja strategicznej obrony opracowana przez Naczelnego Wodza. W labiryncie nieprzemyślanych planów i rozkazów zatracał się największy walor, jakim dysponowała Polska – wojsko.

Do wojny (jak stwierdza gen. I Modelski) „przystąpiliśmy z zupełnie niewystarczającą ilością wyższych dowództw”. Stało się tak, „ponieważ celem polityki personalnej nie było dobro państwa, a jedynie i wyłącznie interes osobisty kliki sanacyjno-legionowej, aby utrzymać się przy władzy i korycie” (zeszyt 92. s.145). Autorzy relacji z kampanii wrześniowej rzucają w „twarz” dowódcy armii „Prusy” generałowi dywizji Stefanowi Dąb-Biernackiemu, że „postarał się o to by Armia odwodowa bez decyzji Naczelnego Wodza i bez największego napięcia uwagi sztabu została doszczętnie rozbita przez Niemców – każda wielka jednostka osobno i generalnie” (zeszyt 94, s. 141), Generał M. Kamiński „miast organizować walkę, poszukiwał swej rodziny”, za co groził mu zresztą sąd polowy. Natomiast generał Wacław Wieczorkiewicz – dowódca etapów armii „Karpaty” - uciekł z rodziną do Budapesztu. Na podkreślenie zasługuje fakt technicznego zacofania armii. Polskie pułki i dywizje weszły do walki w 1939 na poziomie technicznym z 1920 roku.

Czy historia przyzna rację następcy Piłsudskiego, który w rozmowie z Melchiorem Wańkowiczem, po przekroczeniu granicy rumuńskiej w 1939, na pytanie, kogo uważa za głównego sprawcę klęski wrześniowej, odpowiedział: „Józefa Piłsudskiego, który zajmując się zbytnio polityką wewnętrzną i zagraniczną zaniedbywał całkowicie armię. Gdyby wojna wybuchła nie w 1939 r., a w 1935- trwałaby jeden dzień” (zeszyt 92, s.125)?

Wokół daty końca wojny również narosło wiele kontrowersji. II Wojna Światowa rozpoczęta 1 września 1939 r., w Europie, o godzinie 4:45, uderzeniem Niemiec hitlerowskich na Polskę, zakończyła się po 6 latach krwawych zmagań narodów całego świata, podpisaniem kapitulacji przez Japonię 2 września 1945 r., o godzinie 8:15, na pokładzie amerykańskiego okrętu flagowego „Missouri”. Jeśli przyjąć teorię głoszoną przez Kaczyńskich i Tuska, to wojna w Polsce zakończyła się 4 czerwca 1989 roku, wyborami do Sejmu. Trudno uwierzyć, iż data ta będzie powszechnie uznana.

Oceniając przedwojenne rządy polskie, angielski wielki mąż stanu, pisarz-publicysta, premier rządu angielskiego podczas drugiej wojny światowej Winston Churchill, w pierwszym tomie swoich pamiętników po drugiej wojnie światowej na str. 330 napisał:

Historia Europy ma swoją tragiczną tajemnicę, właśnie Polaków, którzy indywidualnie są zdolni do heroizmu i posiadają cnoty waleczności i wdzięku, a którzy wykazują w swym życiu państwowym niedostatki nieuleczalne. Wspaniali w rewolcie i w czasie klęski, stają nikczemni i nędzni w chwili zwycięstwa. Odważni z odważnych są częstokroć kierowani przez podłych pomiędzy najpodlejszymi… Będę miał sposobność mówić o Polakach, o bankructwie ich przygotowań i planów wojennych, arogancji i błędach ich polityki, o straszliwych rzeziach i nieszczęściach, na które zostali skazani przez wariactwa swej polityki.”

Nic dodać, nic ująć

Na marginesie tego opisu, muszę stwierdzić, iż nigdzie nie spotkałem się z opisami uroczystości rozpoczęcia wojen, rozpoczęcia rzezi ludności, natomiast napotykałem uroczyste obchody zakończenia wojen.

J.Ł.